Szukaj w serwisie   
Portal rozrywkowy
STRONA GŁÓWNA
REJESTRACJA
FILMIKI
KATALOG STRON
HUMOR
CZAT

Login
Hasło
Zamiętaj mnie

Zapomniałem hasło


Dzisiaj jest:

Witamy w portalu informacyjno - rozrywkowym E-luz.net. Korzystanie z zasobów e-luz.net nie wymaga rejestracji. Jeśli będziesz chciał korzystać z forum dyskusyjnego lub dodawać własne opinie będziesz musiał się zerejestrować.

Strona główna
Rejestracja
Czat
Katalog stron

Filmy
Gry online
Opisy Gadu-Gadu
Życzenia
Tapety
Humor
Pliki do pobrania
Za darmo w sieci


Zagraj w Sudoku !
Znaczenie imion
Kawały
Blogi
Życzenia
Wyniki lotto
Serwisy randkowe
Gry
Gry online
Sudoku
Gry planszowe rpg
Kolorowanki za darmo
Korepetycje z Języka angielskiego w Warszawie
Poznań korepetycje z Przyrody
Korepetycje z Biologii w Krakowie


Artykuły



Powrót westernu - widzieliśmy już 3:10 do Yumy!




Western umierał powoli od lat 70., a kolejne próby wskrzeszenia gatunku (poza kilkoma wyjątkami) nie spotykały się z zainteresowaniem widzów, krytyków i filmowców. Świat dobra i zła w nich przedstawiony stracił na atrakcyjności, a reżyserzy i scenarzyści w późniejszych latach starali się raczej rozliczyć z nie zawsze chlubną przeszłością z czasów osadnictwa, niż wracać do legend o kowbojach i bandytach w scenerii Dzikiego Zachodu.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ, ZWIASTUN, PRZECZYTAJ INNE RECENZJE

Mit szybkostrzelnych rewolwerowców, wyjętych spod prawa bandytów i łówców nagród wykpił już wcześniej Sergio Leone w spaghetti-westernach, a kilkadziesiąt lat później Clint Eastwood, odtwórca głównych ról w westernach Leone przyłożył gwóźdź do trumny swoim antywesternem ''Bez przebaczenia''. Obecnie, co jakiś czas na ekranach pojawiają się filmy z gatunku, ale rzadko który obraz z ostatnich lat zyskał uznanie publiczności i krytyki.



''15:10 do Yumy'', remake klasyka z 1957 r. jest udanym powrotem gatunku na duży ekran. To mocny, męski film w reżyserii Jamesa Mangolda (''Spacer na linie''), który nieoczekiwanie zadebiutował na pierwszym miejscu amerykańskiego box office'u. Co dziś nieco śmieszy i razi w oldskulowych westernach, to oddzielony grubą kreską świat dobra i zła. Szachetnego serca kowboj kontra nikczemny złoczyńca. Uczciwy ranczer kontra bandyta rabujący pocztowe dyliżanse. Żona farmera kontra salonowa dziwka. Amerykańska kawaleria kontra Indianie. W filmie Mangolda te granice się zacierają, a bohaterowie nie są jednoznacznie ani dobrzy, ani źli, choć widz nie będzie miał problemów z rozróżnieniem po czyjej stronie stoi sprawiedliwość.



Droga do miasteczka, gdzie czeka odchodzący o 15:10 pociąg do więzienia w Yumie okaże się sprawdzianem charakterów obu bohaterów - farmera Dana Evansa (Bale) i wyjętego spod prawa Bena Wade'a (Crowe), który ma zostać bezpiecznie dostarczony do tegoż pociągu. Poza finansową motywacją, Evans, weteran wojny secesyjnej i pacyfista, chce udowodnić sobie, swojej żonie oraz starszemu z synów, że nie jest kompeletnym nieudacznikiem. Wade'owi - którego od typowego westernowego rzezimieszka odróżnia zamiłowaniem do rysunku i spora inteligencja emocjonalna - przyjdzie zmierzyć się nie tylko z własnym sumieniem, ale również własną bandą, która podąża jego tropem w nadziei na odbicie szefa. Przewodzi jej Charlie Prince (kapitalna rola Bena Fostera), bandzior, przy którym Wade wygląda jak dobroduszny harcerz przeprowadzający staruszki przez ulicę.



Świetny jest również Christan Bale. Evans w jego wykonaniu to trawiony ambicją człowiek, który w obliczu głodu, długów i potencjalnego wysiedlenia z własnej farmy musi kierować się innymi motywacjami niż chęć zemsty na swoich prześladowcach. Oddany rodzinie, chce być wzorem dla swoich synów oraz nie stracić szacunku w oczach żony. Eskortowanie Wade'a do Yumy będzie dla niego próbą własnego charakteru. Russell Crowe jako Ben Wade nie zachwycił. Postać bandyty została naszkicowana tak, aby wzbudzał on w widzach sympatię, ale gdzieś po drodze Crowe zgubił zimny błysk w oczach i bezwzględność recydywisty, której oczekiwałoby się od wielokrotnego zabójcy i złodzieja. Mnie nie przekonał. Niemniej, razem z Balem tworzą niezły duet, zwłaszcza w ostatnich minutach filmu, gdy pod piekielnym ostrzałem próbują przedostać się do czekającego na stacji pociągu do Yumy. Zakończenie różni się od oryginalnego, ale osobiście zdecydowanie bardziej mi się podoba, gdyż nadaje całości bardziej realistyczny wymiar niż klasyk sprzed pół wieku. Miłośnicy gatunku nie powinni być zawiedzeni.





Dodał: uzi   2007-09-20 17:02:03
Źródło: PopCorner.pl

Opinie:


Komentowanie dozwolone tylko dla zarejestrowanych użytkowników!




Osób online: 5
Odwiedzin: 32597




(c) Wszelkie prawa zastrzeżone.
Engine powered by webstermaniak.eu  |  Designed by Uzi
Strona Główna    Redakcja    Reklama    O nas    Współpraca    Kontakt
Mieszkania